Joanna Marszalec – blog historyczny

13 lutego 2015
Kategorie: Publicystka

Szepty historii

Opublikowano: 13.02.2015, 14:57

Przechodziłam tamtędy codziennie i czułam czyjąś obecność. Czasem przystawałam i wyobrażałam sobie ten moment, w którym ułamek sekundy mógłby zdecydować
o moim życiu.

Szum. Delikatne muśnięcie policzka przez wiatr. Widzę kościół i wysokie świece. W środku jest społeczność katolicka. Modlą się i śpiewają. Czuję zapach świec, ale nie byle jakich, są wysokie i ciężkie, to prezent od Szwedów. Światło, to jedyne co zostało z tamtych czasów.

Dzisiaj stoi tu figura Matki Bożej, jest piękna, stosunkowo nowa i zadbana. Kiedyś był tu drewniany kościół. Teren był bagnisty i żeby dostać się do budynku trzeba było skakać po kładkach. Nieważne ile razy patrzę na posąg, i tak widzę tę drewnianą budowlę, i słyszę w głowie ciągle powtarzającą się historię.

Przypominam sobie z opowieści, że statua została wybudowana w 20-leciu międzywojennym. Dzisiaj jest inna, bardziej zmodernizowana. Odnawiana była wiele razy. Dawniej ludzie bardziej dbali o symbole, chociaż nie mieli pieniędzy. Teraz, mieszkańcy zapominają o tym, co niegdyś było dla nich tak istotne.

Znowu wpatruję się w statuę i wracam myślami do opowieści, dzięki którym, moja mała ojczyzna jest tak istotna dla Polski. Siedzę na ławce, przechodzi koło mnie starsza kobieta, przystaje i modli się. W pewnym momencie zwraca swoją uwagę na mnie. Przygląda mi się i uśmiecha. Siada. I tak patrzymy na siebie. Po chwili: Już tak dawno nie widziałam tu nikogo tak młodego. Kim pani jest? Pochodzi pani stąd?

W tej chwili mimowolnie uśmiecham się: Tak, tam mieszkali moi dziadkowie, tuż za płotem. Kobieta rozpoczyna monolog wspomnień, a ja wsłuchując się w jej słowa popadam w jeszcze większą zadumę i wyłączam się z otoczenia. Wracam myślami do 1655 roku. Ten posąg to pamiątka po cudzie boskim, tak mówią miejscowi.

Widzę w swojej głowie drewniany kościół, noc, słyszę śpiewy wiernych. Wśród wierzących w budynku znajdują się także wojska koronne z hetmanami Stanisławem Rewerą Potockim i Stanisławem Lanckorońskim na czele. Teren jest pokryty grubą warstwą śniegu i lodu. Jest zimno. Trwa msza. Jest cicho. Słychać każdy szmer na dworze. W budynku palą się wysokie świece. I nagle jedna z nich gaśnie… Kościelny zdziwiony tym zdarzeniem, niezauważalnie prosi o zgaszenie drugiej. Msza trwa dalej.

Budynek opuszczają wierni, zostaje starszyzna, wojska koronne z hetmanami, kościelny i księża. Mężczyźni przyglądają się światłu. Pada pytanie o pochodzenie przedmiotów. Starszyzna opowiada historię: – Od Szwedów. Światło miało oznaczać pokój i zakończenie walk. Pada rozkaz, żeby rozciąć świece i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

Po zniszczeniu wosku mieszkańcy są zszokowani. Wybucha harmider, słychać krzyki i modlitwę dziękczynną. Świece były wypełnione prochem. W powietrzu unosi się zapach strachu, ulgi, potu, prochu i wosku. W tym momencie, orientuję się, że kobiety już ze mną nie ma. Rozglądam się zdezorientowana.

Po chwili przypominam sobie drugą wersję historii. Skupiam swój wzrok na kostce brukowej. Znowu jestem pogrążona w myślach. Ta opowieść jest bardziej racjonalna i krótsza. Mówi się, że szewcy nie mając pieniędzy, woskiem spłacali swoje długi, a z pozostałego odlano wielkie świece, które zaraz po butach Tyszowiakach, stały się symbolem Tuszewców.

Wzdycham. Zdaję sobie sprawę z tego, że to tylko dwie z możliwych wersji. Wiele osób twierdzi, że to miejscowa żebraczka podpatrzyła podstęp Szwedów i powiadomiła społeczność. Czuję się rozdarta. Chcę poznać tę jedyną prawdę. Mimo to, jednego jestem pewna – Szwedzi bali się mieszkańców miasta królewskiego. Wciąż zastanawiając się, co takiego było w Tyszowiakach, budzę się z zadumy. Podnoszę wzrok na niebo. Zmierzcha.

Przez głowę przewijają mi się słowa mojego dziadzia: – Na pamiątkę tego wydarzenia, do dzisiaj wylewa się w Tyszowcach świece. Aby nie zapomnieć o szwedzkiej zdradzie i cudzie boskim. Jeszcze raz patrzę na figurę Matki Bożej, żegnam się, uśmiecham i ruszam w drogę do domu.

Komentarze

  1. Tadek pisze:

    Brawo. Gratulacje dla autora

Odpowiedz na „TadekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.